wtorek, 28 lutego 2017

Sesyjna chamska ustawka

To co się dzisiaj działo w przedborskim ratuszu przekroczyło wszelkie granice. Teoretycznie miała się odbyć sesja RM. W praktyce armia krzykaczy sprowadziła obrady do poziomu szamba. Gdy brakuje argumentów, stosuje się metody, do których ludzie normalni nie są w stanie się nagiąć.


Tylko wstępne formalności odbyły się w miarę poprawnie, potem było coraz gorzej. Pierwsze kłamstwa padły po odczytaniu przez burmistrza jego sprawozdania z działalności między sesjami. Radny M. Mordak zapytał czy burmistrz swoje liczne wyjazdy na rozprawy w Sądzie Rejonowym traktuje jako wyjazdy służbowe. Zapytany wyjaśnił, że jeśli w sądzie jest jako pełniący funkcję burmistrza, to tak. Jednak już wielokrotnie w sprawozdaniach odczytywał informację o wyjazdach na rozprawy, o których wiadomo, że pozwany jest przez osobę prywatną jako Miłosz Naczyński. A nie burmistrz. Po odczytaniu przez przewodniczącą KSO sprawozdania z prac komisji między sesjami, nastąpił zwyczajowy słowotok na temat tego, co burmistrz uważa za słuszne i co komisja powinna, a czego nie powinna.


Ta część obrad przeznaczona jest na dyskusję i pytania radnych. Nigdy nie dopuszcza się do głosu kogoś spoza Rady. Ponieważ jednak spodziewano się przyjazdu starosty powiatu radomszczańskiego, wszystkie wybryki zaplanowano tak, aby starosta nie był świadkiem poziomu jaki mają w naszej gminie obrady.

Zapewne z tego powodu przewodniczący RM, niestety Krzysztof Zawisza, udzielił głosu obecnemu na sali prezesowi uprzywilejowanego stowarzyszenia. Wojciech Karbownik przybył prawdopodobnie po to, aby dać upust swoim frustracjom związanym z niedawnym ujawnieniem szczegółów dotyczących jego pracy non profit. Zaczął krzyczeć na radną Olejnik i wydawać jej polecenia, dotyczące tego co KSO może i gdzie ( padło nazwisko właścicielki restauracji). Podobnie jak robi to burmistrz, kilka razy powtarzał to samo. Płyta się zacięła, ale nikt nie reagował. Prezes podkreślał przy tym swoją wybitną rolę w społeczeństwie jako działacz ( non profit) i zadawał radnej niemądre pytania. Był tak zajęty swoim występem artystycznym, że nie dopuszczał do udzielenia odpowiedzi.

Radna atak furii przeczekała, po czym uświadomiła prezesowi, że zna swoje prawa i obowiązki. Stwierdziła też, że jeśli chodzi o SPZP, komisja zajmowała się zasadnością dotacji gminy, a nie prezesem albo pracownikami. "Za każdą publiczną złotówką powinna iść transparentność" - dodała. Wypowiadała się rzeczowo i spokojnie, choć wrzaski prezesa trwały nadal, a rączęta zataczały niebezpieczne dla otoczenia koła. Furia powalała na glebę.
Burmistrz uśmiechał się tajemniczo, potem przemówił i powtórzył wszystko to, co wcześniej pisał w internecie i mówił podczas posiedzeń komisji.


W tym momencie radny M. Koski usiłował zwrócić uwagę przewodniczącemu RM , że nieprawidłowo prowadzi obrady i pozwala żeby M. Naczyński wchodził w kompetencje Rady. K. Zawisza spurpurowiał i odebrał radnemu głos. Dwukrotnie nie udzielił też dzisiaj głosu radnej A. Ocimek. Radna, jak wiadomo, bywa dla burmistrza i bezradnych kłopotliwa, bo serwuje celne pytania i celne uwagi, zachowując przy tym wyjątkową subtelność. Ale takiego cyrku, żeby radna nie mogła się wypowiedzieć, to jeszcze w Przedborzu nie było. W "naszej małej ojczyźnie" - w kupie siła. Co widać, słychać i czuć na każdym kroku.

Ponownie zaczął krzyczeć prezes, a wtórował mu dzielnie burmistrz, niestety M. Naczyński. Ten drugi znowu powtórzył to, co poprzednio. A czas posuwał się do przodu.
Czy pan przewodniczący marzy o byciu burmistrzem? Marzenia wielka rzecz!


Rozpaczliwe są uwagi, jakie burmistrz czyni tym, których istnienia nie potrafi znieść. Np. do radnego Koskiego, że postępuje jakby miał 16 lat. Radny odpowiedział, że lat ma dwa razy więcej, bo 32, ale nigdy nie zejdzie do poziomu jaki reprezentuje obecny burmistrz, mimo że ten ma lat 52. Prezes zachowywał się jeszcze gorzej, wrzeszczał coraz głośniej, machał wymownie rękoma, a z jego wypowiedzi można wywnioskować, że niektóre osoby w tej gminie mogą ponieść konsekwencje tego, że rozmawiały z radną. Przewodnicząca KSO spokojnie tłumaczyła czym komisja się zajmowała, ale nie docierało. Ponownie zabrał głos burmistrz i ... powtórzył dokładnie to samo, co mówił wcześniej. Jak się później okazało - nie po raz ostatni tego dnia.

Ponieważ w każdej chwili mogli nadjechać zaproszeni ze starostwa goście, truchcikiem przegłosowano uchwały przewidziane do zaklepania w dzisiejszych obradach i przewodniczący K. Zawisza ogłosił przerwę. Przerwa tradycyjnie się przeciągnęła w czasie, a gdy to przeciągnięcie nabrało już kuriozalnych rozmiarów, na salę wkroczył pan Zawisza i oznajmił, że burmistrz pojechał ze starostą oglądać drogi, więc przerwa jeszcze potrwa. Dziwne obyczaje wprowadza przewodniczący RM, wszak burmistrz radnym do niczego w trakcie obrad nie jest potrzebny. Obecni na sali sołtysi w większości się rozeszli, zostało tylko kilku krzykaczy, którzy swoimi komentarzami zakłócali dalszą część tego, co miało być sesją RM.


Gdy już wreszcie przerwa się zakończyła i wódz razem z gośćmi na salę był łaskaw wkroczyć, padały uwagi i zapytania dotyczące dróg w naszej gminie. W pewnym momencie dyrygent kiepskiej kapeli bezradnych, uznał że należy aktywność radnych ograniczyć i z miejsca w którym siedział począł dawać swoim pupilom jakieś koszmarne znaki, aby już nie dyskutowali.

Nastąpił punkt "wolne wnioski, sprawy różne. Radni opozycyjni złożyli na ręce przewodniczącego pisemny wniosek, aby w porządku obrad najbliższej sesji umieścić punkt dotyczący omówienia wniosków pokontrolnych RIO. Była już o tym mowa wcześniej, podczas komisji i wtedy radny Mąkosa upierał się, żeby te wnioski omawiać w "wolnych wnioskach". Bagatelizując wagę problemu. Wspomagał go w tym burmistrz, przekonując zebranych, że z kontroli RIO nie ma żadnych konsekwencji, a w związku z tym nie ma sensu ich omawiać. Obecny na sali mieszkaniec miasta odczytał odpowiedź ( ODPOWIEDŹ burmistrzu !!!) jaką otrzymał z Izby w temacie tychże konsekwencji. A są one poważne. RIO przekazała między innymi zawiadomienie o możliwym naruszeniu dyscypliny finansów publicznych, poprzez udzielenie dotacji na rzecz SPZP, oraz zawiadomienie do prokuratury dotyczące nabycia przez Gminę działki nr. 53/1. Informowaliśmy o tym tutaj:
http://jawnyprzedborz.blogspot.com/2017/02/rio-po-kontroli-przekazao-zawiadomienie.html#more



Wobec takich rewelacji przewodniczący RM wkrótce starostę pożegnał, a M. Naczyński szybko odprowadził gości. Równie szybko powrócił, aby z bezczelnym uśmiechem obserwować to,działo się dalej.


Na sali pojawił się mieszkaniec Przedborza, który słynie z ordynarnych zachowań. Kilka razy upewniał się pytaniami, czy to aby na pewno jest ten moment, w którym może już zacząć swój występ estradowy, a gdy łaskawca skinął głową, ruszył do boju. W niewybrednych słowach, posługując się językiem rynsztokowym i epitetami, ubliżał mieszkańcowi gminy. Głos miał podniesiony do granic rozsądku i wydzierał się tak bezkarnie dłuższy czas. Reakcji ze strony zaatakowanego nie było. Niemal wszyscy oniemieli z przerażenia, jedynie część sołtysów, którzy nadal byli obecni, komentowali wulgarne popisy. O zgrozo - pozytywnie. Widocznie ich poziom nie odstaje od poziomu przemawiającego.
Burmistrz, który podczas odczytywania odpowiedzi RIO był bliski omdlenia, teraz uśmiechał się z zadowoleniem, wywracał oczami i znacząco kiwał głową.
Tak Panie Mąkosa...jest o czym myśleć...


Potem zrobiło się jeszcze tragiczniej, udzielono głosu lokalnemu przedsiębiorcy i ten również zaczął się wytrząchać nad siedzącym spokojnie mimo poprzedniego zajścia mieszkańcem. Argumenty były z tych tradycyjnych: nikt nic nie czyta, ale wszyscy wiedzą co napisano. Identycznie wypowiada się burmistrz, identycznie gadał prezes, a teraz zapewnienie padło po raz trzeci. Poza tym padały bezczelne uwagi, do których nie powinien dopuścić prowadzący obrady. Ale jemu też się podobało. Burmistrz uśmiechał się sam do siebie, prezes błyskał biżuterią i z zadowoleniem obserwował cyrk, a sołtysi zdawali się być zachwyceni rykami na sali.

Pozostali zniesmaczeni tandetnym i chamskim widowiskiem poczęli opuszczać salę obrad.


W tym momencie nie obyło się bez popisów radnego Dziuby. W ordynarny sposób zaczepiał wychodzące kobiety, ale został totalnie zlekceważony. Ci, którzy wykonali swoje zadanie, udali się następnie na tradycyjną konsumpcję. Wyjąwszy tego, który zachował się najgorzej. Ten pomaszerował prostą drogą do najbliższego sklepu monopolowego.

2 komentarze:

  1. Może jakieś nazwiska podacie? Chodzi o mieszkańca słynącego z ciekawych zachowań jak i również przedsiębiorcę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy3/03/2017

    Zięba się wyrobił. Opanowanie, wiedza, inteligencja. A przede wszystkim skuteczne działanie. Krok po kroku realizuje osiągnięcie celu. To wywołuje wściekłość u jego przeciwników. Ale w tym momencie on jest już górą. Można powiedzieć, że dopiął swego. To tylko kwestia czasu jak Naczyński wyleci z hukiem.

    OdpowiedzUsuń